Rok 999, 30 grudnia
W Nieznanym Miasteczku, gdzieś w środkowej części Starego Kontynentu wybuchła ogólna panika. Wszcy biegali wkoło, wypowiadając w pospiechu słowa, których tak na prawdę nikt nie rozumiał. Krzyczane były słowa 'Przepraszam', 'Wybacz', 'Kocham Cię'. Ludzie potykali się o siebie, przepychali się nawzajem. W ruchu był każdy - kobiety, mężczyźni, dzieci, starcy. Nie poruszali się tylko ci, którzy nie mogli, czyli dwu tygodniowe bliźnięta i Ślepiec. Owo poruszenie spowodowane było wizytą sprzed miesiąca.
Dokładnie trzydzieści dni i trzydzieści nocy wcześniej do Miasteczka zawtał Nieznajomy. Zdziwiene mieszkańców było ogromne. Otóż nikt nigdy nie zawtał do ich osady. Najprawdopodobniej nikt nie wiedział także, o jej istnieniu. Była oddalona o wiele mil od najbliższej większej miejscowości, a droga do tego miasteczka była trudna, wymagała wielu poświęceń - niekończące sie pasma górskie praktycznie całkowicie odcinały je od innych. A ten wędrowiec poświęcił się żeby tu dotrzeć.
Gdy wszedł do miasteczka ludzie zaczęli dziwnie na nego zerkać. Taką osobę widzieli po raz pierwszy w życiu. Całkowice od nich odstawał. Ubrany był w skórzany płaszcz, który ciągnął się aż do ziemi i okrywał go całkowicie. Na pierwszy rzut oka wyglądał na zrobiony ze skóry niedźwiedzia, ale nikt nie miał pewności. Nkt nie miał pewności też do tego, jakiej był płci - jego głowę w całości przykrywał kaptur. Niektórzy zastanawali się, czy on cokolwiek widzi. W ręku niósł oszczep. Był on wyjątkowy, najwspanialszy, jaki kiedykolwiek ktokolwiek z Miasteczka widział. Trzon zrobiony był z drewna koloru wiśni, przyozdobiony w mistyczne runy, obwiązany sznurkami z drewnianymi koralkami o jastrzębim piórem. A najbardziej majestatyczny był zwięczający grot. Wykonany ze srebra, miał kszałt rombu, idealnie wygładzonego, z zaostrzonymi krawędziami.
Nieznajomy przeszedł przez Miasteczko i zatrzymał się na placu, w samym środku mejscowości. Postawił pieniek z dębu, który wyjął spod płaszcza i stanął na nim. Stał tak dopóki wszyscy mieszkańcy miasteczka nie zebrali sie dookoła niego. Czekał, dopóki wszystkie pary oczu nie były zwrócone na niego, wszystkie uszy nie były gotowe go słuchać, a ostatnie dziecko nie zostawło zabawy z psem po to, by przecisnąć się przez tłum i wlepić w niego swoje naiwne oczka. A kedy wszystcy stali jak zahipnotyzowani, Nieznajomy przemówił:
- Witaj ludu uczciwy!- Przemówił niskim głosem. Wtedy mieszkańcy nabrali pewności, że Nieznajomy jest mężczyzną.- Przebyłem ciężką drogę, by do was dotrzeć. Ale mój trud ma swój cel. Jestem wysłannikiem Bożków i przyszedłem przekazać wam straszną wiadomość. Coraz więcej ludzi zaczyna odchodzić od Boga Słońca i jego Braci oraz Sióstr. Są wściekli. Starali się odzyskać wyznawców, ale Ci szli ślepo za swoim nowym Bogiem. Mają oni teraz zamiar ukarać niewiernych!
Mówiąc to rozłożył ręce, a niebo przecięła błyskawica. Na twarzach ludzi pojawił się strach, a w oczach najmłodszych zakręciły się łzy. Niewzruszony tym obrazkiem, całkowicie zatracony w swoich słowach przybysz kontynuował:
- Oni się zemszczą. Ześlą na was katastrofy. Nie ulitują się nad nikim. Nawet jeśli kontynuujecie ich wyznanie i oddajecie im odpowiednią cześć! Nie ma odwrotu! Ich decyzja jest ostateczna! Ale macie jeszcze miesiąc. Równo za trzydzieści jeden dni i tyle samo nocy, niebo spadnie wam na głowy! - I jakby na potwierdzenie jego słów, ziemią wstrząsnął grzmot, a z nieba zaczął padać deszcz. Ludzie rozpiechrzli się na wszystkie strony z okropnym wrzaskiem. A głos Nieznajomego niósł się po całym placu - Uciekajcie! Wybaczajcie tym, którym macie coś za złe! Przepraszajcie! Ale nieważne co zrobicie, i tak nie ma odwrotu!
Tymi słowami zakończył swój monolog. Deszcz rozpadał się już na dobre. Ludzie pochowali się w swoich domach i pozamykali drzwi. A on stał tam dalej. Krople spływały mu po płaszczu, ale on jakby nic sobie z tego nie robił. Stał tam niby bez ruchu - jednak uważny obserwator zauważyłby. Zauważyłby to, że Neznajomy podniósł głowę. Teraz kaptur nie przykrywał już szyderczego uśmiechu. I nie był w stanie ukryć tego szczegółu, który wzbudziłby strach nawet w najdzielnejszych. Z cienia, w którym pozostały oczy świeciły sie dwa punkty. Szmaragdowe punkty. A z nich wyzerała duma i kpina.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz